Strona:Ferdynand Ossendowski - LZB 03 - Krwawy generał.djvu/113

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Mówiąc to, naczelnik powstał i, nim zrozumiałem, co czyni, wylał za drzwi zupę z miski i rzucił pieróg w daleki kąt dziedzińca.
— Co pan robi? — zawołałem, myśląc, że mój znajomy dostał nagłego obłędu.
— To poczęstunek Sipajłowa — odparł — a więc niewiadomo, czy nie ma w sobie trucizny... W domu pułkownika obcy nie powinien nic jeść ani pić, gdyż nigdy niewiadomo, co go może spotkać...
W ciężkim nastroju powróciłem do domu i tu dowiedziałem się, że Sipajłow kazał zaaresztować moje rzeczy i odstawić do komendantury, aby je poddać rewizji.
Zaniepokoiłem się bardzo, gdyż Sipajłow mógł podłożyć mi jakieś papiery, które oddałyby mię w ręce kata Czystiakowa, lecz od gospodarza dowiedziałem się, że moje rzeczy były przyniesione do Sipajłowa w chwili, gdy był u niego baron. Na widok tego, co się dzieje, Ungern straszliwie wybuchnął, uderzył Sipajłowa taszurem i kazał natychmiast odstawić rzeczy zpowrotem.
Narazie więc wszystko zakończyło się pomyślnie, lecz wiedziałem, że w osobie potwornego szaleńca, Sipajłowa, mam wroga śmiertelnego.
Jaka była przyczyna tej nienawiści?