Strona:Ferdynand Ossendowski - LZB 03 - Krwawy generał.djvu/100

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Po opanowaniu Urgi, baron natychmiast rozkazał naprawić zepsutą oddawna stację elektryczną, oczyścić ulice miasta, które zapewne od czasów Dżengiz-chana nie znały miotły i dezynfekcji, i zainstalować sieć telefoniczną.
Powstały różne warsztaty i fabryczki, zaczęły funkcjonować szkoły, szpitale, ambulatorja, punkty weterynaryjne, ruch autobusowy; naprawiono drogi, domy i mosty. Baron opiekował się handlem i przemysłem i nielitościwie wieszał rosyjskich i mongolskich żołnierzy za okradanie sklepów chińskich, a kupców za niesumienność.
Stolica „Żywego Buddhy“, spadkobiercy tronu wielkiego Dżengiza, zalana elektrycznością!
Doprawdy, był to nie mniejszy cud, niż wszelkie praktyki czarowników mongolskich!
Gdyśmy wjeżdżali do dzielnicy rosyjskiej, na moście, przerzuconym przez mały potok, stało kilku żołnierzy, „flirtujących“ z Mongołkami. Żołnierze skamienieli w postawie wojskowej przed generałem, dwie kobiety uciekły pod most, a reszta tubylczych piękności w przerażeniu pozostała na miejscu. Po chwili wszystkie podniosły dłonie do swoich uczesań fantastycznych, salutując po wojskowemu.
Generał uśmiechnął się i rzekł do mnie:
— Czy pan widzi, jaka u mnie panuje dyscyplina? Nawet baby salutują!