Strona:Ferdynand Ossendowski - LZB 02 - Przez kraj szatana.djvu/69

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Widma niewysłowionych męczarni i rozpaczy?
Dusze umarłych ofiar ciemnoty i zacofania?
Jakiś niczem nieobjaśniony lęk ogarniał nas, i długo walczyliśmy z uczuciem beznadziejnego zgnębienia.
Westchnęliśmy z ulgą dopiero wtedy, gdy Dżałchancy-kure, dugun i koczowisko męczenników znikły nam z oczu, pozostając za niewysokim grzbietem lesistych pagórków.
Przed zachodem słońca podjeżdżaliśmy do wielkiego jeziora Tissin-Goł. Na brzegu południowym stał dom architektury rosyjskiej. Była to jedyna stacja telegraficzna pomiędzy Khathylem a Uliasutajem.