Strona:Ferdynand Ossendowski - LZB 02 - Przez kraj szatana.djvu/150

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


i mów: „Wysłuchaj, zrozum, spełnij“... On cię usłyszy, bo jest to miejsce, uświęcone przez niego, i tu pozostał jego cień, który padł na ściany tej komnaty...
Hutuhtu zawiesił „chatyk“ na ramieniu Buddhy i, padłszy na twarz przed ołtarzem, namiętnie i gorąco szeptał słowa modlitw i zaklęć. Po chwili podniósł się i skinął na mnie. Gdym się zbliżył, szepnął:
— Patrz w tę ciemną przestrzeń za posągiem Buddhy. On ci pokaże tych, których nosisz w swojem sercu!
Mimowoli usłuchałem tego gorącego, przenikającego do duszy szeptu i zacząłem wpatrywać się w ciemną wnękę za ołtarzem. Po pewnym czasie w ciemności zjawiła się cienka smuga dymu, rozpadła się na kilka innych, które zaczęły wirować, przeplatać się, aż nareszcie przybrały kształty ludzkie. Ujrzałem twarz ukochaną, każdy rys jej był wyraźnie widzialny. Rozróżniłem suknię oraz kilka osób z otoczenia. Po chwili widzenie zaczęło coraz bardziej blednąć, rozwiewać się i wreszcie przeistoczyło się w smugi dymu, przezroczystego, jak drganie powietrza nad powierzchnią