Strona:Ferdynand Ossendowski - LZB 02 - Przez kraj szatana.djvu/145

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


XI.
PRZED TRONEM „WŁADCY ŚWIATA“.

Gdy uprzątnięto namioty bandy Domożyrowa i Bałdon-Huna, którzy wyruszyli w różnych kierunkach, ks. Czułtun zaprosił mię do siebie i oznajmił, że wkrótce opuścimy Narabanczi-Kure. Hutuhtu Dżełyb odprawił nabożeństwo na intencję księcia w „świątyni błogosławieństwa“, ja zaś zwiedzałem klasztor, zaglądając do wąskich uliczek pomiędzy płotami, otaczającemi mieszkania lamów różnych stopni hierarchicznych: gelongów, getułów, czoidżi, rabdżampe itd.; szkoły, gdzie wykładali surowi i uczeni „maramba“ — teolodzy buddyjscy, lub ta-lamy, znawcy medycyny tybetańskiej, bursy dla „bandi“ — kleryków, składy, archiwa, bibljoteki.
Po powrocie do jurty, zastałem już w niej hutuhtę. Podarował mi duży żółty „chatyk“ i prosił, bym razem z nim zwiedził klasztor.