Strona:Ferdynand Ossendowski - Cień ponurego Wschodu.djvu/90

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


putinym. Drugie było „półmistyczne“. Została otwarta wystawa obrazów w Akademji Sztuk Pięknych w Petersburgu. Całe tłumy gromadziły się i cisnęły do smutnego niedokończonego obrazu znanego w Anglji malarza rosyjskiego, Mikołaja Rajewskiego. Portret wyobrażał wysokiego, chudego człowieka w czarnym półmnisim ubraniu, o suchej, wynędzniałej twarzy, o długich czarnych włosach, spadających na czoło i o powichrzonej czarnej brodzie. W katalogu było oznaczone „Nr. 144. Portret nieznajomego“.
Lecz nie ubranie, nie twarz, nie czarne włosy i nawet nie jakaś nieokreślona tajemniczość portretu przykuwały do niego uwagę tłumu. Wszyscy patrzyli w czarne przenikliwe oczy, żywe i czujne, jak u zwierza, przygotowanego do napadu niespodziewanego i niebezpiecznego. Gdy spojrzałem z kolei, podszedłszy bliżej do portretu, oczy znikły za świetlną zasłoną, która wynurzyła się z czarnej tajemniczej głębi tych przenikliwych źrenic.
— Djabeł, a nie człowiek! — wykrzynął ktoś z widzów.
— To Rasputin! — objaśnił ktoś inny. — Czegoż chcecie?
— Czarna siła! — westchnęła jakaś bogobojna dama.
— Święty potężny, „boży człowiek“! — za-