Strona:Ferdynand Ossendowski - Cień ponurego Wschodu.djvu/20

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


„A kysz! A kysz!“ i kogoś zlekka uderzając swoją miotełką.
W kącie oczywiście roiło się od istot, szarych, czarnych, lub czasami zupełnie przejrzystych Do nich to gadał, ich to zlekka chłostał stary czarownik, który nie chciał wiedzieć i widzieć, że to cienie chybkie i chyże od migającego światła kagańca miotały się, jak myszy, błyskawicznie i prawie niewidzialnie.
— No, teraz nie przyjdą! — rzekł nareszcie stary uspokojonym głosem.
Oczywiście nie przyszły i wymyłem się doskonale.
Zamiłowanie do kradzieży koni jest cechą narodu rosyjskiego. Niezawodnie jest to pozostałością atawistyczną po przodkach, mongolskich koczownikach, lub fińskich poganach, a nawet prawo karne było zwykle bardzo problematycznie stosowane w sądach rosyjskich przy rozpatrywaniu spraw koniokradaów. Jest to ciekawa osobliwość plemienna. Wszyscy koczownicy, nawet bogobojni i absolutnie uczciwi Mongołowie z Chałchi, są koniokradami. Kradzież koni — jest to rodzaj rycerskiej wyprawy, dowód odwagi i zręczności, gdyż w takiej wyprawie człowiek tylko na siebie liczy, depce prawo i pozostaje poza niem.
Prawo stepowe mongolskie, przeniesione do nadwołżańskich stepów i prawo Indjan północno