Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/81

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— A bacz, abym ciebie znów nie nazwał bydlęciem, brachu...
Lis podniósł na niego zamyślone, prawie surowe oczy i nic nie odpowiedział.
Fedorczuk klepnął go po ramieniu i mruknął:
— Ja wiem, że tego nigdy ci nie powiem... trębaczu dywizji generała Paszkowa!...
Zmrużył oko i uśmiechnął się domyślnie.
Lis patrzał na kolegę twardym, spokojnym wzrokiem i nie odzywał się więcej.
Nazajutrz ochotnicy zaczęli już pełnić obowiązki ordynansów przy swoim generale i całemi dniami biegali po mieście, spełniając rozkazy Paszkowa.
Lis został posłany do gmachu sztabu generalnego, gdzie się mieściła kancelarja feldmarszałka Dybicza-Zabałkańskiego i gdzie musiał załatwić kilka spraw, poleconych mu przez dowódcę.
W korytarzach i biurach kadet poznawał adjutantów generałów Szachowskoja, Tolla, Pahlena, Rosena, Geismara, Witta i Kreutza, najwybitniejszych wodzów, wyznaczonych przez cara do armji czynnej.
W sztabie było gwarno i tłoczno, omawiano tu wieści, przysyłane z Wilna i z głównej kwatery wielkiego księcia Konstantego, który po odwrocie z pod Warszawy stanął już był na Litwie.
Wieści te były dość sprzeczne i to cieszyły, to do rozpaczy doprowadzały Lisa, uważnie słuchającego.
Doniesienia mówiły o obraniu generała Chłopickiego na dyktatora Polski, lecz dodawano, że, po-