Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/79

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


czynnej i spróbować wojny, zaprawiając się do przyszłych czynów bojowych?
— Ja! — krzyknął piegowaty Fedorczuk.
— Ja! — wtórował mu Lis, marszcząc czoło i zaciskając zęby.
— Ja! — zawołał Rodjonow.
— Ja! Ja! Ja! — wołali inni.
— Nie wszyscy, nie wszyscy! — śmiał się generał. — Musimy wybrać najodpowiedniejszych, zdolnych do zniesienia trudów wojennych. Doktorze, poruczam to panu i proszę o raport za godzinę! Do widzenia, kadeci, po wojnie i zwycięstwie!
— Życzymy waszej ekscelencji pomyślności! — przebiegł po sali głośny, ustawowy okrzyk kadetów.
Lekarz wybrał zaledwie siedmiu ochotników, a wśród nich olbrzymiego Rodjonowa, barczystego, o kopulastej piersi Lisa i chudego, lecz mocnego Fedorczuka.
W umywalni Lis przyłapał Fedorczuka.
— Cóż to, drabie, — zagadnął go szeptem, — będziesz Polaków prał?
— A ty? — pytaniem na pytanie odparł popowicz.
— Ja? — obojętnie wzruszył ramionami chłopiec i uśmiechnął się chytrze. — Ja...
— No, ty przecież, bo o ciebie pytam, Liszko! — zawołał Fedorczuk.
— Cóż ja innego, bracie, mogłem zrobić? — odparł Lis. — Gdybym nie poszedł na ochotnika, wnet powiedzieliby, że „zdradliwa“ polska krew przemówiła, lub, że stchórzyłem... Czyż nie tak?