Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/67

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wreszcie umilkła, wyczerpana i blada.
Kadet nie odzywał się.
Siedział z głową opartą na dłoniach i, cały zamieniony w słuch, oddychał porywczo i często, płonął i drżał ze wzruszenia.
Oczy jego zwykle jasne i pogodne, ciskały teraz błyskawice, a twarz stała się dumna i uduchowiona.
Po chwili oprzytomniał i spojrzał na dziewczynę.
— Dziękuję pani... o, jakże gorąco dziękuję! — wyszeptał. — Teraz wiem, jaka krew płynie w moich żyłach. Gdyby nie pani...
Zerwał się z krzesła i nagle ze szlochem padł jej do stóp w porywie wdzięczności bezmiernej, żądającej czynu i wyrazu.
Cały ten dzień przegadali ze sobą.
Panienka opowiadała mu o dziejach Polski, o sławnych królach, hetmanach uczonych, o bitwach i zwycięstwach, a nigdy nie zapominała wtrącić słówka o tem, czem się zasłużyli w tym lub innym okresie Lisowie, dalecy i bliscy przodkowie trębacza korpusu kadetów imienia cesarza Pawła, ulubieńca surowego imperatora Wszechrosji — Mikołaja.
— Skąd pani wie tyle o Lisach? — zapytał wreszcie chłopak.
— Skąd? — powtórzyła dziewczyna. — Mój dziadek, ś. p. Gerwazy Truszkowski, miał za żonę Zofję z Lisów. Była to niewiasta uczona i po śmierci swej pozostawiła wraz z pamiętnikiem spisaną starannie kronikę swego rodu. Na końcu manuskryptu zrobiła