Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/62

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Wasza dostojność raczy wejść tędy, bo tam właśnie przyjmuje gości pani generałowa!
Lis wszedł do dużego, pięknie umeblowanego salonu, zastawionego ciężkiemi fotelami, kanapami, kozetkami, szafkami z porcelaną i srebrem.
Na ścianach, obitych ciemno-szafirową jedwabną tkaniną, haftowaną w srebrzyste lilje, wisiały obrazy w drogich, złoconych ramach.
Kadet nie spostrzegł nikogo w salonie, lecz gdy postąpił kilka kroków naprzód, rozległ się głos niewieści:
— Nareszcie!
Lis obejrzał się i złożył niski ukłon. Dopiero teraz spostrzegł sędziwą matronę, której był przedstawiony na balu. Siedziała w głębokim fotelu, patrzyła na gościa przez lornetkę i uśmiechała się, wyciągając doń długą, bladą dłoń.
— Teraz Juljanna umityguje się nakoniec! — mówiła. — Nie uwierzysz, młodzieńcze, jak dziewczyna miotała się, szukając sposobu na ciebie, aż dopóki zupełnie przypadkowo nie poznałyśmy u starej feldmarszałkowej Kutuzowej generała Paskiewicza, który wystarał się o list ministra do twego dyrektora, z poleceniem, abyś nas w każde święto odwiedzał w pałacu cesarzewicza...
— Teraz rozumiem!... — odparł Lis, składając pocałunek na dłoni staruszki. — Ja i koledzy głowiliśmy się nad tem, co może znaczyć papier z kancelaji pana ministra wojny!...