Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/51

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— A dlaczego pan tak mocno ściśnął mi rękę, gdy usłyszał, że odezwałam się po polsku? — spytała panienka i uśmiechnęła się łagodnie.
Kadet podniósł głowę i zajrzał w oczy swej towarzyszki.
— Nigdy nie słyszałem tej mowy... chociaż jest to mowa mego ojca i matki, których nie pamiętam wcale... Jestem sierotą... wychowałem się wśród Rosjan — najpierw w sierocińcu... potem w korpusie, ale, ale ja jestem Polakiem... co prawda, dowiedziałem się o tem dopiero trzy dni temu...
Panienka nagle ujęła go za rękę i szepnęła:
— Tańczmy dalej, a pan niech mi opowie o sobie wszystko, co pan wie...
Lis, z wdzięcznością i zachwytem spojrzawszy na nią, opowiedział jej swoje krótkie dzieje, słyszane od Fedorczuka i generała Paszkowa, a gdy doszedł do tego, że sam car chce być chrzestnym ojcem jego, panienka szepnęła:
— To straszne! Do tego nie można dopuścić!
— Teraz nic nie pomoże! — odparł ponuro młodzieniec. — Taka jest wola najjaśniejszego pana...
— Musimy obmyśleć coś takiego, aby cesarz raczył odwołać swoje postanowienie — rzekła panienka stanowczym głosem, który zabrzmiał namiętnie.
— Jak to uczynić? — spytał chłopak. — Któż potrafi przekonać o tem jego cesarską mość? To — beznadziejne...