Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/46

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wkrótce jednak cała melodja została zagarnięta, zdobyta w posiadanie wyłączne przez trąbkę młodego kadeta o piersi kopulastej i twarzy spokojnej, nie zdradzającej żadnego wysiłku.
Wydawało się, że grał tylko kadet, a inni trębacze przygrywali mu, stanowiąc chór, nad którym górował srebrny, rozedrgany śpiew trąbki Lisa.
Uciszył się gwar w salach, bo wszyscy widzieli, że cesarz, przechyliwszy głowę, zasłuchał się w piękną grę trębaczy.
Gdy przebrzmiały ostatnie nuty „Zorzy“ Mikołaj kazał stawić przed sobą żołnierzy i każdemu własnoręcznie dawał srebrnego rubla, a, gdy podszedł kadet, zawołał do niego z dumą i przechwałką w głosie:
— Takiego trębacza nie ma żaden król w Europie! W niebie musiano cię słyszeć tej nocy, zuchu!
— Rozkaz, wasza cesarska mość! — wypalił kadet.
Mikołaj i cesarzowa zaśmieli się na tę odpowiedź, a fala służalczego śmiechu pobiegła coraz dalej, aż zamarła gdzieś w dalekiej galerji, gdzie wisiały pociemniałe od starości portrety i obrazy nieznanych malarzy flamandzkich i niemieckich, chętnie skupowane przez Piotra, Katarzynę I i carycę Annę.
Adjutant mrugnął na Lisa i razem wycofali się z tłumu otaczających monarchę wielkich książąt, dostojników dworskich, dowódców wojskowych i posłów zagranicznych, wśród których kręcili się podstawieni przez Benkendorfa szpiegowie, słuchający, co mówią