Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/41

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


bierając mi rodziców i mienie, i oddając je staremu Fersenowi, burzycielowi Polski. Zwróć mi, coście mi zabrali!“ Może spełni sprawiedliwe żądanie, — wtedy padnę mu do nóg i powiem: „Służyć ci będę wiernie aż do śmierci!“ A co będzie, jeżeli zacznie krzyczeć i tupać nogami, jak na Głotowa za ten guzik urwany? Wtedy porwać go wpół, ot tam, gdzie zwisają złote końce akselbantów, zdusić, unieść nad głową i rrym! — cisnąć z rozmachem o tę lśniącą posadzkę... Boże, wielki Boże, nie wwódź nas na pokuszenie...
Był tak przerażony temi straszliwemi myślami, że aż przybladł, a nogi drgnęły i ugięły się pod nim.
Wzruszenie jednak prysnęło po chwili.
Otwarły się bowiem w tej chwili podwoje i do sali weszła carowa, a za nią długi orszak wielkich księżniczek i dam dworskich, kroczących parami.
Lisowi wydało się, że to jakieś zjawy senne, może nawet hufiec nieziemski spłynął nagle.
Białe powłóczyste szaty, długie treny, wlokące się po podłodze, tysiące skrzących się klejnotów, korony wielkie i małe na utrefionych fryzurach, nagie ramiona i piersi, ledwie przykryte koronkowemi rąbkami głęboko wciętych gorsów, płonące oczy, sploty kruczych, płowych i złocistych włosów, — wszystko ogarnął wzrokiem wyprostowany, skamieniały kadet, stojący przy drzwiach, jak posąg.
Jednocześnie z innej sali wyszli umundurowani panowie i generałowie, stanowiący świtę cesarską.