Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/40

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


do gości! A graj, chłopcze, dobrze! Nie chciałem wziąć trębaczy ani od huzarów, ani od kirasjerów, chociaż te pułki mają doskonałych muzykantów. Wszyscy zazdrościć ci będą, więc się staraj! Później z siedmiu innymi wykonasz na tarasie pałacowym „zorzę!“[1]
— Rozkaz, wasza cesarska mość! — zawołał Lis.
Cesarz odszedł i rozmawiał z Benkendorfem i starszym adjutantem, olbrzymim lecz chudym jak tyka, chrabią Pahlenem, którego ojciec brał udział w zamordowaniu cara Pawła.
Lis przyglądał się wysokiej, wiotkiej postaci Mikołaja, jego drapieżnemu orlemu nosowi, zimnym, dumnym oczom i wargom, co chwila zmieniającym wyraz.
Nic nadzwyczajnego, oprócz bezgranicznej pychy i poczucia zupełnej bezkarności, nie dojrzał kadet, więc pomyślał:
— I taki człowiek trzyma w swej ręce losy miljonów ludzi?
Następnie mignęła mu myśl, że oto on — syn zabitego, „sprawiedliwego“ Polaka stoi, jak posąg przed tym, który niezawodnie pochwaliłby to morderstwo, i nie ma prawa przemówić, ani poruszyć się nawet.
Potem przemknęła mu inna myśl, straszna, niemal bluźniercza, która przeraziła go.

— Gdyby tak — pomyślał Lis, — zbliżyć się do cara i rzec mu: „Twoja babka skrzywdziła mnie, od-

  1. Sygnał wojenny, grany w armji rosyjskiej rano i wieczorem.