Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/39

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nagle, rozdęły się nozdrza, a mózg przeszyła myśl radosna, że za pół roku będzie wdychał tę atmosferę, przesyconą wonnościami, obracał się swobodnie w gronie potężnych dostojników, uroczych kobiet i wyższych dowódców, a wszyscy będą grzeczni i uprzejmi dla niego — oficera ordynansowego, stale przebywającego przy boku monarchy. Kto wie, może i on, jak ów przodek Paszkowa, dojdzie rychło do godności szlachcica imperjum rosyjskiego?
Adjutanci i „hof-furjerzy“ ustawili kadetów wzdłuż ścian „Malachitowej“ sali, przez którą miał przechodzić cesarz z cesarzową i witać zaproszonych gości z tą ujmującą, iście monarszą łaskawością, z jaką Mikołaj umiał zjednywać oddanych sobie przyjaciół.
W jednym z szeregów stał też Władysław Lis, trzymając trąbkę, wspartą na prawem biodrze.
Wkrótce zbliżył się do niego adjutant i zawołał:
— Kadet Lis! Cesarz cię wzywa!
Po chwili wprowadzono go do małej sali, w której w towarzystwie generała Benkendorfa przechadzał się monarcha, oczekujący na wyjście małżonki z wewnętrznych apartamentów pałacowych.
Mikołaj uśmiechnął się do stojącego przy progu kadeta i krzyknął wesoło:
— Rad jestem widzieć cię u siebie, zuchu! Jak się masz?
— Najpokorniej dziękuję waszej cesarskiej mości! — dziarsko odpowiedział chłopak.
— Chcę, żebyś zagrał sygnał imperatorski w chwili, gdy wraz z jej cesarską mością będziemy wychodzili