Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/36

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


w sieci podstępnych łask carskich! Szukaj ludzi, którzy dążą do przewrotu w Rosji, do zrzucenia nieznośnego, hańbiącego jarzma tyranów! Nie wiem, może, zginiesz, lecz w ostatniej chwili życia będziesz miał sumienie czyste i spokojne, wiedząc, iż umrzesz za naród nasz uciemiężony, sponiewierany!
Młody kadet wyprostował się nagle i twardym głosem, w którym zabrzmiała jakaś nieznana mu przedtem zimna zawziętość, odparł:
— Nie jestem Rosjaninem. Jam Polak!
Po raz pierwszy wymówił Lis to słowo; zupełnie nieoczekiwanie, jakgdyby nie swoim głosem przyznawał się do polskości.
— Tem bardziej!... potrząsnął głową kapitan. — Polacy nigdy nie pogodzą się z ohydnemi, brutalnemi rządami Mikołaja i Konstantego. Lecz dlaczego mi to powiedziałeś?
Młodzieniec, spokojnie i twardo patrząc na starca, odrzekł natychmiast, a wydawało mu się, że myśl tę nosił oddawna w sercu i że gdzieś w głębi jego dojrzała ona i ukształtowała się na zawsze.
— Panie kapitanie! Ja też mam porachunki z carem, porachunki stare, a poniewierki i jarzma nigdy nie zniosę!
— Hardo mówisz, chłopcze, ale sprawiedliwie! — zawołał Głotow. — Podobasz mi się! — Pamiętaj tylko — szukaj ludzi, jednako z tobą myślących, a obawiaj się krzykaczy, bo ci niczego nie dokonają!
Umilknął i odszedł bez pożegnania.