Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/34

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


szczeniętami dynastji podrzędnych niemieckich książąt. Nienawidzimy ich! Pawła zgładzono, Aleksander zginął od trucizny, marzymy o wytępieniu całej rodziny, nieprawnie noszącej nazwisko Romanowych... Oni coraz mocniejsze kajdany wkładają na ręce Rosji, aby nie mogła walczyć z nimi, gdy czynią zbrodnie ohydne, niezliczone!
— Zbrodnie! — wyrwał się Lisowi rozpaczliwy krzyk.
— Tak — zbrodnie! — odkrzyknął Głotow. — Bezprawnie rozszarpali oni Polskę, a gdy śmiele, szlachetnie i bohatersko upomniała się ona o zwrot ziem i wolności, we krwi utopili ją, najlepszych ludzi rzucili na powolną śmierć do kazamatów twierdz, do szybów syberyjskich; zdradziecko podbijali słabsze ludy, z ohydną bezczelnością wtargnęli do Turcji... z obłędnym uporem żądają od wszystkich królów, aby w zarodku dusili budzącą się myśl o prawie narodów rządzenia własną wolą i rozumem...
Odetchnął głośno i mówił dalej:
— Carowie — to obłudnicy i fałszerze, bo przyrzekają szczęście ludom, a niosą im niewolę! Aleksander przyobiecał Polsce wolność i niezależność, lecz później nie spełnił przyrzeczenia swego, a jego brat — Mikołaj resztki wolności wyrywa nieszczęśliwemu narodowi bohaterów i męczenników; oddał Polskę na pastwę dzikiej swawoli swega brata, Konstantego, i jego szpiegów i katów bez czci i honoru!
— Polska... — szepnął Lis.