Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/271

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


matki, szukała takich słów, aby dodały mu otuchy i sił.
Wreszcie mówić zaczęła:
— Niedołęstwo, błędy, czy niewiara w powodzeniu świętej sprawy zgubiły powstanie. Teraz — koniec, rychło już i, kto wie, — może, niewola... Męka przed nami straszna i długa... Niech przychodzi rychlej! Niech przychodzi! Zmyje ona grzechy szlachty... ślepej, głuchej i pysznej... oświeci mrok duszy ludu ciemnego... uleczy naród od przywar naszych... Wyrobi, wykuje ta męka moc i niezłomność duszy, rozpali i rozdmucha gorące umiłowanie ojczyzny, posieje tęsknotę do wolności, nauczy skupienia wszystkich sił i całej woli do walki o ziemię i lud... Plon ten zbierze nieznane nam nowe pokolenie oraczy, tnących lemieszem ziemię jałową, a odwalających skibę żyzną, przyjdzie pokolenie siewców, co tylko zdrowe ziarno na rolę rzucają... W męce i łzach, w cierpieniach i poniżeniu codziennem, w walce ciężkiej, nieustannej, potem i krwią ociekającej, musimy rodzić pokolenie po pokoleniu, aż powstanie nowy naród polski, który ujmie w swe ręce młot, radło i ziarno zasiewne, rzekłszy przed całym światem: „Otom przyszedł!“
I sama, nie wiedząc dlaczego, uklękła złotowłosa dziewczyna i modlić się na głos zaczęła słowami prostemi.
— Boże, Sędzio sprawiedliwy! Chryste Jezu, umęczony za nas! Bolesna Matko, płacząca pod krzyżem! Oto prosimy was, potężnych opiekunów, dajcie po-