Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/261

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


postawić miłość ponad wszystko i w jej blasku zapomnieć... o Olszynce, zlanej krwią bohaterów, o... granicy pruskiej, gdzie z opuszczonemi głowami i oczami, rozpaczy pełnemi, rzucali na ziemię broń żołnierze i oficerowie polscy?! Nie! Nigdy!
Chodził po Warszawie, pytał o sprawy wojenne, o zamiary dowództwa, które w chwili tej tak niebezpiecznej nie istniało, słuchał i myślał, uporczywie, obłędnie szepcąc do siebie:
— Co robić? Co robić?
Wreszcie poszedł do generała Dembińskiego, który właśnie miał jakąś tajną naradę z p. Wielopolskim, posłem Nakwaskim i pułkownikami Sierakowskim i Różyckim.
— Z czem przychodzisz, poruczniku? — spytał generał, wiedząc, że Lis bez poważnej przyczyny nie prosiłby o niezwłoczne posłuchanie.
— Panie generale! — rzekł Lis, ponuro spoglądając w dziwnie rozradowaną twarz Dembińskiego. — Ja już dłużej wytrzymać bezczynnie nie potrafię. Proszę o zlecenie bojowe, albo o przydział do wojska, stojącego na pierwszej linji. Nie mogę...
Mówił to głosem syczącym, zdradzającym wielkie cierpienie.
Panowie długo przyglądali się młodemu oficerowi i nagle poczuli, że jakąś trwogą i zgrozą wieje od tej wyprostowanej, nieruchomej postaci i od tych oczu zrozpaczonych i groźnych w bólu wewnętrznym.
Dembiński pociągnął wąsy i rzekł: