Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/253

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


O jakie dwie mile od obozu porucznik natknął się na silną zastawę i rozpoczął bitwę.
Ponieważ strzelanina zbytnio się przeciągała, Lis udał ucieczkę, a gdy moskale wypuścili za nim szwadron dragonów, zawrócił i z miejsca przypuścił szarżę.
Zastawa została przełamaną, nieprzyjaciel w popłochu pierzchnął.
Dragoni, zagarnięci przez Lisa, zeznali, że należą do brygady gen. Bohlena.
Generał ten jednak więcej nie pokazał się, uciekając wielkim pędem ku głównym siłom Rozena.
Przed Dembińskim droga do Warszawy stała teraz otworem.
3 Sierpnia oddział ujrzał stolicę i, witany triumfalnie przez rząd, tłumy i garnizon warszawski, wszedł do miasta.
Wojsko wchodziło przez Pragę przy warczeniu bębnów, graniu trąbek i jęku piszczałek.
Dziwne to było widowisko!
Na czele wojska jechał generał Dembiński, zczerniały, obrośnięty, w wyszarzałym, podartym mundurze i w zniszczonych butach.
Prowadził za sobą szwadrony, bataljony, kompanje i baterje, które jednych w zachwyt wprawiały, innym — łzy z oczu wyciskały.
Nad wszystkiemi uczuciami górował jednak podziw.
Zaiste było czemu się dziwić!
Szły szeregi ludu bitnego i wypróbowanego w potrzebach wielorakich, w których żołnierz — zniechęcony