Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/24

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Cóż mam robić?... — szepnął zmieszany chłopak. — Muszę dopiero to wszystko dobrze sobie w głowie ułożyć. Dowiedziałem się dziś rzeczy dziwnych, tak bardzo dziwnych, że nie mogę się połapać... Chodźmy do klasy!
Powrócili razem i wnet wszystkie oczy spoczęły na nich.
— Towarzysze! — rzekł Lis. — Fedorczuk miał rację... Byłem bydlęciem, bo zapomniałem...
— O czem zapomniałeś? — pytali koledzy.
Lis milczał chwil kilka, a potem potrząsnął głową i odparł swobodnie:
— Zapomniałem o tem, że nie zasłużyłem na taką łaskę jego cesarskiej mości, najjaśniejszego pana! Nie wielki to zaszczyt przypodobać się cesarzowi z powodu zdrowej grdyki i mocnych łap! Wśród nas są inni, bardziej ode mnie zasługujący na łaskę monarchy.
Fedorczuk, z trwogą oczekujący odpowiedzi kolegi, odetchnął z ulgą.
Lis mówił dalej:
— Naprzykład, Frołow, który każde zadanie matematyczne rozwiązać potrafi, albo Szumacher, syn zasłużonego rotmistrza, kawalera orderu św. Jerzego, no, i inni jeszcze... A najbardziej jestem bydlęciem dlatego, że zapomniałem o kapitanie Głotowie. Jeżeli nadarzy mi się sposobność, będę prosił cesarza o łaskę dla poczciwego staruszka!
— Dobry z ciebie i sprawiedliwy kolega! — wołali kadeci, otaczając Lisa.