Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/202

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Panie generale, przyjmiesz na siebie szarżę jazdy moskiewskiej! — krzyknął.
Ludzie sami bez komendy mocniej usadowili się w siodłach i westchnęli głębiej.
Istotnie dywizja rosyjskich kirasjerów, prowadzona przez generała Kabłukowa, rozpoczynała szarżę, która miała niby sztychem przebić armję polską i dojść aż do wałów Pragi, odcinając Polaków od Wisły.
Kapitan Skalski, niedawno przybyły do Skrzyneckiego ze swemi rakietnikami, rzucił race pod nogi mknącej lawiny żelaznych jeźdźców, wszczął wśród nich popłoch i wstrzymał na miejscu, na które baterje polskie wnet miotać zaczęły powódź pocisków.
Tylko jeden pułk kirasjerów gwardji księcia Alberta pod dowództwem barona Meyendorfa wyrywa się naprzód i nic go wstrzymać nie zdoła, chyba tylko śmierć.
Z chrzęstem zbroi, z furkotem i łopotem proporczyków, z tupotem ciężkich, ogromnych koni i z grzmiącemi okrzykami „hurra“ pędzą kirasjerzy, mijają piechotę Skrzyneckiego, która już opuściła Olszynę, przebijają słabą drugą linję polską, gdzie tylko pułkownik Karski z resztkami swoich ludzi z odległości pięćdziesięciu kroków spotyka jazdę celnemi salwami.
Lecz mknąca nawałnica nie rozwiewa się i nie wstrzymuje.
Kirasjerzy mkną dalej, szerząc przerażenie i zmuszając do ucieczki baterje zapasowe, tabory, ambulanse, wozy z rannymi, drobne oddziały wojska, zdą-