Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/189

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


przed sobą oficera sprawnego i bystrego, więc rzekł do niego:
— Słuchajno, poruczniku! Wiem, że dla nikogo nie jest tajemnicą, iż w nieładzie zarządzenia swoje czyni dowództwo. Z tego wynika potrzeba, aby każda dywizja wiedziała, co się dzieje na całym froncie, i sama, o tem myśląc, swój własny plan miała na wszelki przypadek w pogotowiu, bo... o przypadek, dalibóg, nie trudno z panem Radziwiłłem...
— Tak też sam myślę i frasuję się bardzo, panie pułkowniku! — z westchnieniem odparł ułan.
— Zamierzam posłać cię z twoim szwadronem do 1-szej dywizji kawalerji, bo pułkownik Jankowski, przyjaciel mój, pisze, że coś tam knuje Dybicz... Ponoć od Zegrza ma się wyłonić korpus grenadjerów księcia Szachowskoja, na którego Dybicz i, do starej wiedźmy, my też czekamy bezczynnie!
Lis, mając zlecenie zbadać sytuację, wyruszył na czele swego szwadronu do Grodziska, lecz już nie znalazł tam Jankowskiego; kwatermistrzostwo zaś kazało Lisowi wrócić do Białołęki i, uradowane z niespodziewanych posiłków, — czekać na dalsze rozkazy.
Wkrótce zjawiła się tu dywizja Jankowskiego, potężnie parta przez korpus barona Osten-Sakena.
Generał Małachowski, broniący tego odcinka frontu, nie mając rozkazu, postanowił utrzymać Białołękę i rozpoczął bitwę, która dopiero nazajutrz skończyła się porażką wojsk Sakena i odwrotem księcia Szachowskoja. To spotkanie zmieniło cały plan bitwy