Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/173

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Radziwiłł kiwał głową.
Wreszcie spojrzał gniewnie na stojącego przed nim porucznika i, tupnąwszy nogą, krzyknął piskliwie:
— Generał w swoim czasie otrzyma odpowiedź stosowną! Tymczasem o ciebie chodzi, poruczniku! Bierzesz przykład ze swego dowódcy, wtrącasz się w nieswoje rzeczy i łazisz luzem po sztabowych kancelarjach w takim momencie przełomowym?
— Szukałem oddawna sposobności zameldowania się... — zaczął Lis.
— Milczeć, poruczniku! Łazisz luzem, powiadam, a tymczasem oficerów nam brak przed walną bitwą. Hej, tam który!
Podbiegł oficer kwatermistrzostwa.
— Wypisać temu porucznikowi przydział do jazdy w korpusie jenerała Łubieńskiego. Po bitwie dopiero wrócisz do swego pułku, kawalerze! Bajać głośno i ponad miarę zuchwale umiecie, a teraz bić się, bić należy, nie gębą szczekać!...
Lis poczuł się w takiem położeniu, w jakiem był niegdyś nieszczęśliwy, poniżony Głotow przed groźnym carem Mikołajem.
Nie był on jednak Głotowym, niewolnikiem bezmyślnym i milczącym aż do śmierci.
Wyprostowany śmiało spojrzał na generałów i odparł równym, twardym głosem, tak, że wszyscy wokół słyszeli:
— Bić się umiemy, panie generale! Dwie bitwy, wygrane pod Stoczkiem i Nową Wsią, a ileż to drob-