Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/166

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Zanim słońce wejdzie, rosa oczy wyźre, rotmistrzu... — szepnął Dwernicki i zamyślił się. — Muszę iść przed Dybicza, który chce odrzucić naszą armję na Pragę, albo też daleko, jak najdalej od Warszawy, aby oczy moje nie widziały...
Nie wiedział generał, że oprócz społeczeństwa polskiego, zachwyconego jego zwycięstwem pod Stoczkiem i coraz bardziej oczy swoje ku niemu zwracającego, sam Mikołaj nawet uznawał jego talent wojenny, pisząc do Dybicza:
„Stoczek jest bardzo zaszczytny dla młodego wojska Dwernickiego, a tem haniebniejszy dla naszych strzelców konnych!“
Bujna dusza i gorące serce Dwernickiego żądały czynu, któryby miał bezpośredni wpływ na przebieg wojny, i za te czyny generał gotów był wziąć na siebie całą odpowiedzialność.
Namyśliwszy się głęboko, Dwernicki napisał list do naczelnego wodza, a, skończywszy, kazał zawołać do siebie Lisa.
Gdy porucznik wszedł do kwatery, generał rzekł do niego:
— Czytaj i dobrze zapamiętaj moje pismo!
Lis przeczytał i oczy błysnęły mu radośnie.
— Teraz dopiero wojna stanie się wojną! — zawołał w uniesieniu.
— Dziękuję za słowo dobre! — ucieszył się generał. — Tedy, nie zwlekając, konia kulbacz i pośpieszaj do głównej kwatery, a powiadaj tam, co wiesz,