Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/164

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Co się dzieje? Dlaczego ściągnięto nas z pola? Mówcie, do stu piorunowi — wolał.
Dunin przez zęby warknął:
— Psia krew! Podczas bitwy przyszła sztafeta z rozkazem, abyśmy natychmiast szli pod Karczew, gdzie się podobno przeprawiają znaczne partje piechoty i kozaków. Musimy zatrzymać nieprzyjaciela, bo, gdyby przeszedł za Wisłę, w Warszawie może wyniknąć popłoch... Sobacze syny!
Dwernicki istotnie rzucił się w stronę Karczewa, lecz wiadomość okazała się fałszywą.
Na przeprawie, oprócz setki kozaków, przeciwnika nie znalazł, a tymczasem Kreutz cudem wyszedł z matni, z wielkim trudem powróciwszy na przeciwległy brzeg.
Stanąwszy w Kozienicach i nie mając dalszych rozkazów, Dwernicki zamyślił się nad tem, co dała powstaniu zwycięska bitwa pod Stoczkiem.
Snąć niewesołe myśli wzbudziła szczera przed samym sobą spowiedź, bo generał w palce trzaskał i, biegając po izbie, przewracał stołki, co zawsze było oznaką wielkiego rozgoryczenia.
— Nic! Nic! — rzęził Dwernicki i zębami zgrzytał. — Furda! Brawurowa szarża ułańska, do stu piorunów, i tyle! Gdybym miał prawo rozkazać Żymirskiemu połączyć się ze mną, tobym ścigał Gejsmara do zupełnego zniesienia jego korpusu, a wtedy zwycięstwo moje zaważyłoby na szalach wojny. Teraz to na nic! Un brave et audacieux géneral polonais... Par-