Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/161

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Dunin! — zawołał Lis, poznawszy zdaleka adjutanta.
Obaj dopadli strzelców, a za nimi szli w cwał ułani i krakusy.
Dwernicki, stojąc na strzemionach, pałaszem wskazywał kierunek, a Dunin już się rąbał z Moskalami i, jak się później Lis dowiedział, pierwszem cięciem pałasza zarąbał dowódcę pułku Wirtemberskiego, pułkownika, księcia Liewena.
W jednej chwili obraz bitwy się zmienił.
Zaatakowani od czoła i z obydwóch skrzydeł wirtemberczycy, żołnierz stary, bojowy, rzucili się do ucieczki, pozostawiając artylerję.
Wkrótce wszystko skryło się w lesie, skąd rwały się krzyki przeraźliwe, kwilenie rannych koni, rzadkie strzały i wycie rozpaczliwe.
Armaty polskie umilkły... Nad pobojowiskiem, gdzie leżeli zabici i ranni Moskale, już krążyła czarna chmara wron.
Po zwycięskiej bitwie, Dwernicki zamierzał ścigać niedobitków Gejsmara i, idąc za nimi, zbliżyć się do głównych sił Dibicza, niepokojąc je bez przerwy.
Ale już 16 lutego przyszedł rozkaz od generała Klickiego.
Zawiadamiając o podniesieniu Dwernickiego do rangi generała dywizji i oddaniu grupy gen. Sierawskiego pod jego komendę, Klicki nakazywał mu przejść natychmiast na lewy brzeg Wisły i zatrzymać lub zniszczyć korpus generała Kreutza, szybkim marszem swoim zagrażającego stolicy.