Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/158

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Armaty Puzyny stanęły na wzgórzu i mogły ostrzeliwać wyloty obu dróg.
— Rozwijaj teraz szyk, Gejsmarku, pod mojemi kartaczami! — mruknął generał i kazał piechocie osłonić działa, ustawiając ją w czworoboki, gotowe do ataku.
— A teraz pomyślimy o szarży dostojnej! — rzekł Dwernicki i krzyknął wesołym głosem:
— Major Russjan z pięcioma szwadronami ułanów uderzy w lance na Paszkowa w chwili sposobnej!
To rzekłszy, sam poprowadził strzelców konnych i resztę ułanów, rozwinąwszy ich w szyk naprzeciwko drogi z Soroczyna.
Sprawiwszy wojsko, odjechał i stanął ze szwadronem krakusów, pozostawionych w rezerwie.
W niespełna godzinę później z lasu wynurzyły się pierwsze plutony Paszkowa i w zadziwiająco szybki sposób zaczęły się rozwijać na prawo i na lewo od drogi, a baterja, odprzęgłszy konie, natychmiast zionęła ogniem. Ale ledwie kanonierzy zdołali wypuścić dwanaście pocisków, gdy major Russjan poprowadził ułanów 1-go pułku do szarży.
Strzelcy konni spotkali przeciwnika ogniem z karabinów, lecz, widząc, że polska jazda idzie, jak na paradzie, ruszyli na swych ogromnych wierzchowcach naprzód i zderzyli się z ułanami, którzy tymczasem wzięli już największy rozpęd. Moskale, nie umiejąc działać lancami, walczyli na pałasze, lecz krótkie i mocne lance polskie jęły wytrącać strzelców z szeregów szybko i sprawnie.