Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/157

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wtedy generał Dwernicki zajął Stoczek i wojska swoje rozmieścił za miastem, gdyż wiedział już, że tu podążają kolumny moskiewskie.
Przed wojskiem polskiem rozciągała się bagnista kotlina rzeczki Świder, gdzie po groblach szła wązka droga do Seroczyna, a dalej na lesistych wzgórzach — sucha i znacznie szersza — do Toczysk.
Dnia tego Lis był posłany na podjazd.
Przekonał się niebawem, że Gejsmar lekceważy sobie siły polskie, bo ułani dotarli aż pod Seroczyn, nie spotykając nigdzie czat ani patroli rosyjskich.
Porucznik przywiózł wkrótce wiadomość, że Gejsmar z pułkiem Wirtemberskim i artylerją wyruszył ku Stoczkowi dłuższą drogą przez Toczyska; druga zaś kolumna, pod komendą generała Paszkowa, prowadzącego perejasławskich strzelców konnych i lekką baterję, rozpoczynała właśnie krótszy przemarsz przez las ku nadświdrzańskim groblom.
Dwernicki w lot odgadł, że Paszkow ma go wciągnąć do bitwy od frontu, aby Gejsmar mógł oskrzydlić lub zajść na tyły jego korpusu.
Uśmiechając się pod wąsem, generał mruczał:
— Hejże, nie dojdzie Gejsmar do Stoczka! Idzie długiemi kolumnami i musi w takim szyku wyłaniać się z dróg leśnych. Czekajże, brachu, ja cię z rogu, jak tabakę zażyję, do pioruna siarczystego!
Pomyślał chwilkę, obejrzał raz jeszcze pole bitwy, zmiarkował wszystko i wydał rozkazy.