Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/15

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nia, surowo patrząc na zdumionego, nic nie rozumiejącego kadeta.
— Wasza cesarska mość pozwoli, że ośmielę się wyjaśnić co następuje... — znowu podnosząc rękę do czapki, odezwał się Paszkow. — Ten chłopak jest sierotą, o pochodzeniu swojem nic nie wie, nigdy nie opuszcza korpusu i nikt go nie odwiedza. Po polsku nie mówi, razem z innymi kadetami uczy się zasad religji prawosławnej, modli się w naszej cerkwi... Możemy dać o nim najlepszą odezwę.
— Hm... — mruknął cesarz. — W takim razie należy go ochrzcić podług naszego prawosławnego rytuału!
— Rozkaz, wasza cesarska mość! — odparł generał.
— No, a ty co powiesz na to, kadecie? — spytał car.
— Rozkaz, wasza cesarska mość! — krzyknął trębacz, prężąc kopulastą pierś.
— Sam będę twoim ojcem chrzestnym! — rzekł Mikołaj, uśmiechając się życzliwie.
— Najpokorniej dziękuję waszej cesarskiej mości! — jeszcze głośniej wrzasnął chłopiec.
— No, a teraz masz zasłużony upominek i odtrąb marsz paradny! — powiedział cesarz, podając kadetowi własny zegarek.
Podziękowawszy raz jeszcze, trębacz odegrał potrzebne sygnały, a potem, stanąwszy ztyłu za kompanją, „żórawim, pruskim lub pawłowskim“ krokiem przedefilował przed cesarzem z dziarsko podniesioną głową i roziskrzonemi od szczęścia oczyma.