Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/146

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Na tem przerwał rozmowę generał, pięścią w stół uderzywszy, a gdy wbiegł adjutant, kazał mu iść razem z Lisem do intendenta i oporządzić młodzieńca.
— A czuwajno, bracie, nad tem, aby mi tego chłopaka na ułana-malowanie przerobili!
Lis wkrótce dostał potrzebne umundurowanie, broń, konia i czuł się szczęśliwym, o czem też zaraz napisał obszernie Juljannie, a dołączywszy do listu zrobiony przez siebie rysunek munduru i szabli, dodał na końcu taki dopisek:
— Konika z remontu mi dali gniadego i mocno niepokornego, ale to nic, bo w korpusie dosiadaliśmy umyślnie jeszcze gorsze i niesforniejsze, a że, najdroższa moja, nożyska mam straszliwie mocne, to gdy niemi onego gniadysza ścisnąłem, jęknął i w mig na fanaberji stracił! Ujeżdżę go i stanie się jak trusia!
Pracował młody porucznik nad ludźmi swego szwadronu od rana do nocy, a że do komitywy z ułanami od razu doszedł, mógł też z nimi robić wszystko, co chciał.
Rotmistrz Lewiński, widząc zapał młodego oficera, we wszystkiem spuścił się na niego, stawiając się jedynie na przeglądy, całą resztę czasu poświęcając na szkolenie nowych szwadronów, które szybko i umiejętnie formował Dwernicki, oraz na zdobywanie amunicji, koni i armat w komitecie wojny.
Wytężona praca w wojsku koiła tęsknotę Lisa za umiłowaną dziewczyną i odrywała go od smutnych myśli, które nasuwały się codziennie ludziom wojskowym, dowiadującym się o niesnaskach i różnorod-