Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/143

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


polski nie uznaje barbarzyństwa i gwałtu, że swoim rozpaczliwym czynem piętnuje obojętną, ohydnie, podle zdradliwą Europę, milczącą wobec przemocy i zbrodni, które nas spotkały! Przegrana wojna... porażka? Ależ one rzucą do duszy naszego narodu nieśmiertelne ziarna dążenia do wolności, wielką moc cierpienia i płomień wiary w dzień zmartwychwstania! W tej męce stopią się w jedną bryłę stali wszystkie stany, a, gdy przyjdzie godzina zemsty i wyzwolenia, naród wykuje z niej miecz zwycięski. Dumny będę w ostatniej chwili mego życia, że i ja się przyczyniłem do dzieła sławnego i wielkiego... Tak mi dopomóż Bóg!
Lis krzyknął zdumiony i przerażony, bo oto Juljanna schwyciła go za rękę i zanim się opamiętał, przycisnęła ją do ust, szepcąc:
— Matko Przenajświętsza! Dzięki Ci składam, Opiekunko nasza i Królowo, że posłyszałam słowa te!... Wysłuchałaś modlitwy mojej i spełniłaś błagania sługi Twej!
Nagle pojął wszystko Lis zdumiony i, już nie rozumując, nie walcząc ze sobą, porwał słodką dziewczynę w ramiona, usta drżące i oczy załzawione całował gorąco, szepcąc słowa nowe, nigdy nie mówione, rwące się same z serca i duszy, składał przysięgi i czynił wyznania płomienne, na które dziewczyna odpowiadała cicho, cicho:
— I ja kocham... kocham... na wieki wieczne... na dolę i niedolę... na radość i na mękę... kocham!