Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/125

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


jego świadome i nieświadome, jako jesteś źródłem miłosierdzia i sprawiedliwości! Niech w te ostatnie chwile życia ziemskiego, umierając w obcym domu, wśród obcych ludzi, jakaś myśl radosna, opromieni go, ukoi, osłodzi ostatnią mękę jego, odpędzi nieznośną tęsknotę śmiertelną i strach przed nieznaną, umysłem nieogarniętą wiecznością!
Ranny poruszył się i westchnął głęboko.
Spieczone, suche wargi poruszyły się niespokojnie, drgać poczęły w wielkim wysiłku powieki i nagle szept przenikliwy, świszczący wyrwał mu się z gardła:
— Jam ułan generała Dwernickiego... Do miłej ojczyzny na... służbę wierną wróciłem... Albo zwyciężyć... albo polec... Wszystko zapomnieć dla ojczyzny... Raz tylko ujrzeć ją... umiłowaną, wytęsknioną... Juljanna Trunkowska... Pyszków... urlop...
Osłabiony, leżał milczący, tylko w piersi mu coś grało, dreszcze wstrząsały rozpalonem ciałem, drżały usta i dzwoniły zęby, drobniutko i częstotliwie, niby żałosny brzęk cienkiego szkła, potrąconego niebacznie.
Panna Juljanna, klęcząc u wezgłowia chorego, cicho płakała.
Ale nie tylko ona, płakały też inne niewiasty, a nawet pan Kobierzycki ocierał łzy.
Ksiądz przerwał modły i, rozumiejąc, iż w tej chwili smutnej lecz uroczystej zarazem, dzieje się wielka tajemnica, gdy pod promieniami łaski Bożej przemawia dusza, już zwolniona z więzów śmiertelnego ciała, przeżegnał umierającego krucyfiksem i cicho wyszedł z pokoju.