Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/123

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nym trębaczem Mikołaja, i o tem, jak w krótkim czasie odezwała się w chłopaku krew polska, gorąca i wierna.
Panna Juljanna, która tylko na chwilkę usiadła do stołu, mówiła z takiem przejęciem i zachwytem o swoim uczniu, że wszyscy uczuli przyjaźń dla tak niefortunnie przyjętego w ojczyźnie młodzieńca; tylko niepoprawna babcia Kobierzycka zachichotała cieniutko i rzuciła w przestrzeń:
— Dziś znowu w kartach wesele wypadło, chi! chi! chi!
Pan Józef upomniał staruszkę piorunującem spojrzeniem, lecz na szczęście panienka nie słyszała słów babci i nic nie spostrzegła.
Mówiła swoim słodkim głosikiem:
— Poczciwa to, szczera i czysta, jak łza, dusza! Sierota nieszczęśliwy, skrzywdzony, porwany i oszukany przez Moskali. Lecz powrócił do swoich, widzicie?! Bóg miłosierny nie dopuści, aby mu się zmarło tak bezsławnie! Krzywda stała się Władeczkowi, ciężka krzywda! Nie winien on temu, że jeszcze źle po polsku mówi... całe życie w Rosji strawił, mowę naszą utracił, ale duszę zachował. To zaś ważniejsze!...
Przez całą noc na zmianę siedziały przy rannym pani Truszkowska z córką, raz po raz zaglądali do pokoju państwo Kobierzyccy i inni domownicy i dopomagali trzymać Lisa, miotającego się w gorączce, podważać łyżką zaciśnięte zęby, aby można mu było wlać w usta spieczone „dekoktu“ lub orzeźwiającego napoju.