Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/112

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


bo mocny był nadmiernie i do bójek w korpusie nawykły, miał również szablę przy boku i pistolety w olstrach, lecz nie chciał turbować swoich, więc konia uderzył piętami i pognał, zły na siebie i napastników.
Zmęczona klacz potknęła się nagle i zaryła pyskiem w śniegu.
Jeździec spadł z siodła, a gdy się gramolić począł z ziemi, nadbiegł jeden z napastników i ciął go w głowę.
Lis krzyknął, ręce rozłożył szeroko, jakgdyby chwycić się chciał niewidzialnej opory, zatoczył się i padł...