Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/105

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Młodzieniec opowiedział o spotkaniu i zakończył ponurym głosem:
— Powiesić tego rotmistrza przy drodze! A później na koń!
W pół godziny potem mały oddziałek powstańców, prowadzony przez zwolnione od więzów panienki, znienacka wpadł do dworu, gdzie pijani żołnierze ucztowali, wynosząc z piwnic stare antałki i omszałe gąsiory.
Załatwiono się z nimi szybko, a ciała zabitych wrzucono do przerębli w rzece.
Napadnięty i zrabowany dwór należał do pana Laskowskiego. Dziedzic i małżonka jego, na szczęście, nie byli zabici, dostali tylko cięcia pałaszami i wkrótce powrócili do przytomności.
Wypocząwszy we dworze i popasłszy konie, Lis ruszył dalej, usilnie przedtem doradzając panienkom, aby wraz z rodzicami i najcenniejszem mieniem uchodziły w granice Królestwa.
Ominąwszy Bielsk, Lis natrafił na partję powstańców, kryjących się w puszczy Białowieskiej i, zasięgnąwszy języka, jechał dalej.
Przeszedłszy Bug pomiędzy Drohiczynem a Sokołem, Lis zdumiał się bardzo.
Był już przecież w granicach królestwa kongresowego, ku któremu zmierzał z wielką siłą stary, wprawny wódz Dybicz, mając przy boku swoim takich sławnych generałów, jak Toll i Szachowskoj, a tymczasem Lis nigdzie nie spotykał wojsk polskich.