Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Pod polską banderą.djvu/93

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Baron Palen. Jesteś w jego zamku na Filsandzie, wpobliżu wyspy Ozylji — odpowiedziała.
— Jestem w ręku Palena, straszliwego korsarza, wiernego sługi Szwedów! — zawołał jeniec. — Nie mogę pojąć, dlaczego polskie okręty porwały moje dwie galjony, prowadzone ze Szwecji do Gdańska, królowi w pomoc?
Pani Wanda wszystko teraz zrozumiała, a gniew i rozpacz porwały ją.
— Nikomu nie mów, waść, o rozmowie ze mną, a ja się losem waszym zajmę, gdy mąż powróci... — rzekła i odeszła do swoich komnat.
Od pazia-Mazura dowiedziała się pani Wanda o składach ukrytych wśród skał, i o tem, że zdobywane przez barona okręty wzmacniają flotę Gustawa-Adolfa.
Gdy rycerz wysłuchał opowiadania żony, schwycił się za głowę i jął targać się za włosy i wyć, jak głodny wściekły wilk w mroźną noc na pustkowiu.
Gdy się uspokoił, pani Wanda szepnęła:
— Musimy ratować siebie i Rzeczpospolitą, Władeńku!...
Rycerz spuścił głowę na piersi i długo pozostawał nieruchomy, rozpaczą przybity do ziemi. Jednak widać było, że obmyślił coś, bo nagle wyprostował się i pięścią groził niewidzialnym wrogom.
— Czekaj, czekaj! — syczał przez zęby. — Dobrego hetmana przygoda pokaże.
Długo jeszcze naradzał się pan Haraburda z żoną, aż powstał uspokojony i postanowieniem nowem porwany.
— A teraz czuj duch, Wandko! — szepnął. — Przywdziewaj najpiękniejsze szaty, pełen trzos gład-