Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Pod polską banderą.djvu/84

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Marynarze króla Hiszpanji nie poddają się!
Nim rycerz zdążył podbiec do niego, ten strzelił do siebie z krótkiego pistoletu i spadł za burtę.
Hiszpanie nie poddawali się i walczyli do ostatniej chwili. Na pokładach i w teremach szalała rzeż. Dzicy i okrutni piraci barona Palena dobijali resztki załogi galery i strzelali z pistoletów do tych, co z zatoniętego okrętu dopływali i czepiali się słabnącemi rękami tarcic burty.
Bosmani i marszałkowie wytoczyli kilka beczułek ze srebrnemi talarami i złotemi piastrami i, przeniósłszy zdobycz na pokład „Filsandy“, zdjęli haki. Brygantyny zaczęły szybko się oddalać od płonącej galery i już z oddalenia zwycięzcy widzieli, jak wybuchnęły na niej prochy i rozsadziły potężny kadłub.
Na morzu pozostała tylko pływająca byta — potrzaski okrętów i jeszcze szamocący się resztkami sił niedobitki, walczący ze zwarą.
Szyper kazał czeladzi wyciągnąć kilku tonących i zamknąć w rumie.
Musieli oni przynieść później do Hiszpanji wieść o napadzie na galery królewskie okrętów, nad któremi powiewały czerwone bandery z orłem białym pośrodku.
Brygantyny, naprawiwszy naprędce potrzaskane omasztowanie i uszkodzony linostrój, nastawiły żagle i dążyły na wschód, gdzie ich powrotu czekali z niecierpliwością i trwogą baron Palen, Julius Arrenius, dumny książę Gotland i stroskana, niespokojna o los i życie męża — pani Wanda Haraburdzina.