Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Pod polską banderą.djvu/81

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


otrząsał się i myślał o tem, co go czeka za mglistą zasłoną, kołyszącą się przed nim. Oczami duszy widział potężne galery Hiszpanji, co na drogi złudne popychała Polskę, pięści zaciskał i zębami zgrzytał, zemstę ślubując.
„Dumna Filsanda“, prowadząc za sobą cztery brygantyny, przepłynęła wschodni Bałtyk i dopiero na zachód od Bornholmu spotkała się z dwiema galerami hiszpańskiemi.
Były to potężne okręty, majestatyczne, najeżone armatami, wyglądającemi z ambrazur trzech pokładów. Setki majtków uwijało się na górnym deku, na wysoko podniesionych teremach i na marsach, zwalniając gary, aby zahamować bieg. Na masztach powiewały dumne herbowe bandery hiszpańskie a końce wielkiej flagi rufnej dotykały fal.
Okręty zbliżały się bez sygnałów, w milczeniu.
Rycerz kazał przepuszczać galery od prawej burty, wciąż podchodząc do nieprzyjaciela, aż podniósł rękę do góry. Na ten sygnał ryknęły działa „Dumnej Filsandy“, a za nią inne brygantyny zionęły ogniem i kulami.
Potężnym głosem odpowiedziały galery i zawrzał bój.
Długo bronili się Hiszpanie, szerząc śmierć i zniszczenie. Pociski odrywały łęciny i gafle, a zwolnione płachty żagli miotały się i klaskały, niby potworne bicze, drżały maszty i spadały przetrącone kulami armatniemi topy. Jęki rannych coraz częściej rozlegały się na brygantynach, a ciała zabitych leżały na pokładzie.
Jednak prawie jednocześnie zapaliły się galery od ognistych smolnych pocisków. Na przedniej — płomie-