Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Pod polską banderą.djvu/76

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


koło, zbliżać się ku nim poczęły, zwalniając gary i brasując reje.
Gdy się okręty zbliżyły, na strzał armatni, szwedzkie galjony nagle wywiesiły białą flagę.
— Poddają się! — krzyknął szyper. — Naprzód!
„Dumna Filsanda“ ruszyła ku Szwedom. Wkrótce czeladź zahaczyła burtę pobliskiej galjony i ludzie z brygantyny zaczęli przebiegać na jej pokład.
— Kto tu jest komendantem? — krzyknął ze szwedzkiego okrętu wysoki starzec, podchodząc do burty.
— Jam jest! — odparł rycerz, występując naprzód.
— Jak się to dzieje? — mówił starzec, uchylając czapki. — Wieziemy do Gdańska kontrabandę wojenną dla Polski od stronników króla, a polskie okręty nas napadają? Żądam wolnej drogi!
— Skąd waść wiesz, że są to polskie brygantyny? — spytał zdumiony pan Haraburda.
— Widzę polskie bandery na masztach! — odparł stary jegomość.
Pan Haraburda podniósł oczy i istotnie dojrzał na maszcie czerwoną banderę z białym orłem.
Chciał jeszcze o coś zapytać, gdy podbiegł do niego szyper i szepnął:
— Bacz, wasza dostojność, aby ten szwedzki gemajn nie wywiódł nas w pole! Zwykły to wykręt! Piaskiem rzuca w oczy, aby ujść nam!
Pan Haraburda, już nie namyślając się, oddał rozkaz szyprowi, aby obsadził ujęte okręty swoimi ludźmi i gnał je do Filsandy.
Po trzech dniach pływanki cała flotyla zawinęła do zatoki, nad którą wznosił się zamek barona Palena.
Rycerz, powitawszy gospodarza i zdawszy mu re-