Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Pod polską banderą.djvu/73

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


mocne, szeroko rozstawione, jak to zwykle bywa u okrętników, z którymi nieraz w dzieciństwie przebywał pan Haraburda w Kłajpedzie i Rydze.
— Lud dobry i bitny! — rzekł do barona rycerz, wprawnem okiem oglądając majtków i starszyznę okrętową.
Baron Palen zaśmiał się zcicha i odpowiedział:
— Każden z nich próbował szturmów na oceanie, a bił się z okrętnikami pono wszystkich narodów. Doświadczony to piracki ludek, zgrany jak kapela!
„Dumna Filsanda“ na komendę barona wywiesiła żółto-czarną flagę i wnet zaczęły zgrzytać łańcuchy kotwic, wyciąganych na szpyle.
— Z Bogiem! — krzyknął baron, zbiegając po mostku na brzeg.
Wszedł na wysoki stos kamieni, gdzie wznosił się pal z dużą latarnią, i przez tubę rzucił rozkaz:
— Podczas ryzy nad brygantynami komendę mieć będą szyprowie, a gdy wypadnie bitwa — słuchać rozkazów szlachetnego polskiego rycerza! Na wodę, heiss auf!
Na ten rozkaz szyprowie odpowiedzieli okrzykiem: Los!, poczem okrętnicy zaczęli hysować żagle, bosmanowie wykrzykiwać słowa komendy, dekowa czeladź uwijać się po pokładzie, mocując i ryngując cumy i lofry i wciągając na burtę lesicy.
Od sztaby sternik, stojący przy rudle, a z marsów komendorowie powtarzali słowa rozkazów szyprów, wyprowadzających z zatoki okręt po okręcie.
Wysoko w wykuszu jednego z okien zamkowych powiewała biała chusta.
Dojrzał ją rycerz i, zerwawszy czapkę z głowy, jął