Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Pod polską banderą.djvu/31

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wając ją z domu wojewody, dumnego pana, pełnego ohurstwa zaciętego, a o ludziach sądzącego z fortuny, koligacyj i możnych, wspaniałych rodowodów.
Na wspomnieniach tych minęła pierwsza noc ślubna.
— Żoną moją będziesz w domu Haraburdów, nie tu, jako włóczęga, pod obcą strzechą, lecz w swojej zagrodzie, gdzie stadło na chwałę Bożą założymy! — mówił pan Haraburda i tulił Wandę do piersi, głaskał ją po złotych włosach i szeptał:
— Śpij, moja zezulo, zezuleńko, śpij kwiecie mój biały... nie troskaj się i nie trwóż! Jam przy tobie... umiłowana sercem, wyśniona duszą! Śpij spokojnie!