Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Pod polską banderą.djvu/290

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


radła i topora! Chwyci się twardemi dłońmi twoich skał, kłami się wgryzie w twe piachy i trzymać cię będzie, jak dziecię matkę, jak kochanek oblubienicę. Wyrwie cię każdemu, przed każdym obroni, nikomu nie da! Słuchaj, morze! Podniosą się wtedy z twego dna zjawy blade a mocarne. Ducha swego żeglarskiego prawowitym władcom twoim użyczą, aby walczyć mogli ze zwarą, bijącą w wiszary pobrzeżne i w burty okrętów, z kipielą wściekłą i ciężką dziewiątą rolingą, z wrogami ojczyzny bój tocząc zaciekły, gdy potrzeba zajdzie i mgła krwawa zawiśnie nad szkarłatną chorągwią piastowską!
Znowu jął całować rycerz siwy piasek morski, a gdy podniósł się, ujrzał lecący na południe klucz żórawi. Długo odprowadzał wzrokiem wolne, potężne ptaki i nagle zakrzyknął opromieniony niezłomną nadzieją:
— Słysz, morze! Myśli pokoleń lechickich będą ku tobie leciały, aż dolecą, gniazdo swe tu uwiją i nowe życie tworzyć będą na wieczne czasy!