Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Pod polską banderą.djvu/283

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


rował dalej bojem żeglarz waleczny, aż ducha wyzionął, trafiony w pierś pociskiem armatnim.
Uszkodzony okręt szwedzki nie mógł już użyć steru o strzaskanym plusku i dał się zahaczyć.
Pobiegł na pomoc admirałowi „Pelikan“, walczący z „Królem Dawidem“, lecz, otrzymawszy ze sztyborku „Świętego Jerzego“ salwę, burzącą mu kadłub nad waterlinją, odpłynął, chyląc się coraz bardziej.
Ujrzawszy, że polscy żeglarze już się uwijają po szwedzkim pokładzie, walcząc na szable i topory, „Pelikan“ zionął ogniem z działa, na rufie stojącego. Pocisk urwał walecznemu Dickmannowi nogi, polską armatę wodza pozbawiając.
Wszystkie żagle rozwinął wtedy „Pelikan“ i, chociaż niemal leżał na bakorcie, uchodził jednak szybko. Czujny Murrey na „Królu Dawidzie“ pomknął za nim, niby orzeł drapieżny, dosięgnął go swemi armatami, rozbijając mu tylny kasztel i obalając bezanmaszt.
Jednak, stary Fritz, doświadczony kapitan „Pelikana“, orlogę swoją uprowadzić zdołał, skorzystawszy z mgły, która znowu podnosić się zaczęła.
Gdy na okręcie Stiernskjolda polscy żeglarze dobijali walczących i wiązali jeńców, Argen daremnie usiłował zwolnić się od „Goniącego Jelenia“, który, kotwicą o kotwicę zahaczywszy, obezwładnił „Pannę Wodną“, przedtem w zamieszaniu i mgle zgubną salwę do swoich, walczących już na pokładzie szwedzkiej orlogi, dawszy.
Tymczasem zuchwały zagończyk, Herman Witt, sypał pociskami na cztery orlogi, które w popłochu wyrejdowawszy kotwice, wychodziły w morze, gęsto strzelając. Zamierzał Witt zapędzić je do Małego morza, lecz