Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Pod polską banderą.djvu/271

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


zaczęła, aby z Rzymu przez zakonników wykupić ciebie tentowano.
— Przez nuncjusza? — spytał rycerz.
— Ho, ho! mopanku, ja ci powiadam, krzywił się nuncjusz, bo na niego twoje imię niby na djabła kropidło! — wołał hetman. — Lecz pani Haraburdzina, mopanku, stateczna, piękna i słodka białogłowa, ja ci powiadam! Ugniotła ona nuncjusza, niby wosk, i pismo do Watykanu poleciało. Samemu Montelupiemu je przekazano dla pośpiechu! Ho, ho! Pani Haraburdzina, mopanku, ja ci powiadam!
Uradowany rycerz jął obszernie opowiadać o przygodach swoich w Mohrebie, a pan Koniecpolski aż archałuk rozpiął i szeroką pierś pocierać zaczął, wykrzykując ze wzruszenia:
— Niech cię kule biją, mopanku, ja ci powiadam! A toś się w czepku urodził, mopanku! W wodzie nie tonie, ja ci powiadam, w ogniu się nie pali, mopanku, a bisurmańskie serca, ja ci powiadam, zdobywa! To ci prawdziwa lechicka krew, mopanku! Nie tem, to owem, aby victoria!
Były to dni zacisza wojennego, bo po hamersztyńskiej klęsce Szwedzi na impecie stracili i nowe fortele przygatawiali. Spokojniejszy więc był stroskany hetman, przeto szybko się przyodział i, zatrzymawszy rycerza na posiłek, po kasztelana Lanckorońskiego i innych panów posłał.
Musiał pan Haraburda ab ovo odyseję swoją wykładać przed rozradowanym hetmanem i jego gośćmi.
— Dobry omen to, wasza dostojność, że ten rycerz w tej to tak ważnej chwili do nas przybywał — zawołał pan Lanckoroński, patrząc na hetmana.