Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Pod polską banderą.djvu/270

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


rzekł pan Haraburda. — Ja zaś posłałem do niej pismo pod Lwów!
— Nie frasuj się! — uspokoił go hetman. — Wykoncypujesz nową epistulę, a ja pchnę gońca bezzwłocznie. Dlaczegóż sam nie podążyłeś do małżonki?
— W drodze słuchy mnie doszły, że periculum, pono, zawisło nad naszem morzem, więc chciałem na czas się stawić, aby rękę swoją do obrony przyłożyć, wasza dostojności! — odparł rycerz.
Semper idem! Wierny syn ojczyzny! Oj, oj, mopanku, ja ci powiadam, że pro bono omine uważam twoje przybycie! Bo, ja ci powiadam, straszne nadchodzą czasy, mopanku! — rzekł, zniżając głos, hetman. — Homo est imbecillitatis exemplum, temporis spolium, invidiae et calamitatis trutina!
Hetman jął ciężko wzdychać, aż pan Haraburda z niepokojem zapytał:
— Któż jest, wasza dostojność, wzorem głupoty, łupem czasu i miarą zawiści i klęski?
— Siłaby o tem mówić, synku! — szepnął pan Koniecpolski. — Nie chcę też ciebie konsternować o konfuzję ducha przyprawiać! Lepiej wykładaj pluribus verbis o sobie, o jasyrze i o tem, jakżeś się salwował, mopanku, ja ci powiadam!
— Czy wasza dostojność wiedzieliście, że z galjoną do maurskich korsarzy się dostałem? — spytał pan Haraburda.
— Rok temu już będzie, mopanku, jak, ja ci powiadam, kupiec italski Ottoboni z jasyru został za okup eksmitowany i o wszystkiem odpisał diligenter arcybiskupowi gnieźnieńskiemu i do Hanzy. Wtedy to małżonka twoja, ja ci powiadam, do nuncjusza kołatać