Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Pod polską banderą.djvu/237

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.



Rozdział XV.
W niewoli.

Już cztery miesiące w pocie czoła pracowali pan Haraburda z imć Kubalą i gdańszczanami w Sale. Padały pod ciosami siekier rozłożyste dęby w lesie Mamora, zgrzytały oskardy i czekany dokoła murów miasta. Nad Bu-Regregiem pobudowano dwa mosty; powstawały nowe mury obronne i wały, dobre drogi kołowe przecinały teren przyszłych walk.
Rycerz rozumiał, że emir do wojny się sposobił, lecz nie wiedział, że miała ona wybuchnąć dopiero w trzy lata później. Dumny i zuchwały El-Ajaczi połączył się wtedy z korsarzami z Fedali i Mehdia i rokosz wszczął przeciwko szeryfom. Udało się poturczeńcowi odeprzeć od Ribatha i Sale wojska sułtana Mohrebu i założyć niezawisłą „rzeczpospolitą dwóch rzek“, która klęskę szerzyła wśród białych żeglarzy na Atlantyku.
Tygodnie i miesiące tymczasem biegły jeden po drugim, jak wino przez szczelinę kufy, — kropla po kropli, aż się zbierało w strumyki, które już nigdy powrócić nie miały. Tak też upływały dni rycerza.
Imć Kubala uważnie się rozglądał, obmyślając ucieczkę, lecz nie łatwo to szło w obcym i wrogim kraju. Zaczął więc sprytny młodzieniec, pracując w le-