Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Pod polską banderą.djvu/213

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


czył pan Koniecpolski. — Hoc verum esse concedo, że źle się stało, iż pokrzywdzono ojców jezuitów. Źle! Lecz poco oni zgodę na maszkarę dali i swoich szat duchownych użyczyli?
— Hm! — mruknął król. — Excusationem habemus criminis.
Non dubito turpe appellare owe obłupienie ze skóry, ohydny to zaiste czyn, ale, zapytam, czy tego nie czyniły szwedzkie wojska w Inflantach? — ciągnął hetman.
Abyssum abyssum invocat... — zauważył nieco uspokojony król.
— Święte słowa, miłościwy panie! — zawołał pan Koniecpolski. — Jak otchłań nawołuje otchłań, tak zbrodnia — zbrodnię — ja ci po...
Hetman ugryzł się w język, przypomniawszy sobie że przed majestatem królewskim stoi, i ciągnął dalej:
Tertio — poco posłowie cesarza i elektora na szwedzkiej galerze do Szwecji płynęli? Video rem publicam in periculo novo esse, bo, czyżby i cesarz na pomyślność Rzeczypospolitej nastawał, jak to czynią elektor i książę pruski?
Cum timore cogitamus... — szepnął król. — Ze strachem myślimy o tem!... Przekonałeś nas, mości hetmanie, że graviter odpisawszy, sprawę tę załagodzić możemy. Chociaż, powtarzamy, epistolas aegerrimas napisano do nas!
— Idę do marszałka, najjaśniejszy panie, całą sprawę omówić! — zakończył, kłaniając się nisko, pan Koniecpolski, a sam do siebie mruczał:
— Ja ci powiadam, mopanku, że musiał tam mój Haraburda, ja ci powiadam, pohulać po — naszemu,