Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Pod polską banderą.djvu/176

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Udało mu się to w kilka dni później. Dojrzał, bowiem, szyper na maszcie płynącej galery hanzejską flagę. Wyszedłszy z fiordu, rycerz przeciął drogę okrętowi i, zatrzymawszy go, prosił komendanta o oddanie w Gdańsku pisma kupcowi Hanzy, Johannowi Lehmanowi, który, jak wiedział, był miłośnikiem Rzeczypospolitej.
Pan Haraburda pisał do Lehmana chytrze. Radował się więc, że „Handelsseeberufsgenossenschaft“ robi dobre interesy i pomaga królowi Gustawowi, który złotem płaci za towary, z Lubeki i Hamburga dostarczane, że wojowniczy król długą wojnę obmyśla, bo pospolite ruszenie, o jakiem nie słyszano dotąd w Szwecji, ogłasza i rybaków na swoje okręty przymusem wsadza, prochownie pootwierał w Malmö, Goteborgu i Karlskronie, którym to prochowniom Prusy książęce i elektor brandenburski saletrę i siarkę posyłają. Pisał jeszcze pan Haraburda, że przez dwa tygodnie będzie jednak spokój, bo roboty dużo, albowiem wojna się gotuje, zalecał, aby się czcigodny Lehman nie wygadał z tem przed starostą puckim i mieszkańcami domu przy Długowsi.
Podpisał pan Haraburda swoje pismo nazwiskiem niemieckiem i znowu dodał, że z wojny szwedzko-polskiej rad jest.
Widocznie jednak i pan starosta Weyher, gdy od Lehmana o piśmie się zwiedział, też rad był, bo, nie zwlekając, pchnął gońca do hetmana Koniecpolskiego, a sam poleciał do Gdańska i jął zabierać okręty przewrotnej i zdradliwej Hanzy, do floty polskiej je włączając spokojnie.
Porwał więc krewki pan starosta dużą orlogę, sto-